To może być trudy dzień ale nie musi. Moja starsza córka weszła do przedszkola i już w nim została. Bez przygotowania, opowiadania, „sztuczek” – miałam szczęście. Z młodszą nie było już tak łatwo. Myślę, że nie ma co liczyć na szczęście, lepiej szczęściu dopomóc.

Wszystkie przedszkola organizują dni otwarte. To ważne by dziecku najpierw opowiedzieć dlaczego musi zacząć chodzić do przedszkola a potem mu to miejsce pokazać. Jeśli nie uda się na dniu otwartym to choć zajrzeć przez zamkniętą furtkę lub okno.

Trzeba dziecku powiedzieć kiedy ten dzień nastąpi i dokładnie mu go opisać.

No i … wziąć dzień wolny w pracy lub poprosić kogoś o pomoc. W moim przypadku była to babcia. Dobrze by to nie była osoba, z którą maluch jest najbardziej związany. Dziecko wie, że mama jest bardzo czuła na wszelkie jego łzy i na pewno to wykorzysta, z mamą też najtrudniej się rozstać, często mama też jest równie przestraszona i zasmucona jak dziecko.

Najlepiej gdyby udało nam się tego dnia odebrać dziecko dość szybko, np. tuż po obiadku. To czas gdy właściwie cały czas w przedszkolu coś się dzieje, organizowane są zabawy, zajęcia. Po obiedzie jest wyciszenie, leżakowanie. To ważny moment w przedszkolu ale pierwszego dnia może przypomnieć o tęsknocie do domu.

Ustalamy z dzieckiem termin odbioru z przedszkola (np. po obiedzie) i wychodzimy. Ważne by wszystko odbywało się spokojnie, bez pośpiechu. Nie możemy nerwowo żegnać się z dzieckiem, myśląc tylko o tym, że zaraz spóźnimy się do pracy. Można tego dnia wstać wcześniej, zostawić sobie 30 minutowy zapas.

Żegnamy się, mówimy, że musimy już wyjść ale wrócimy po obiedzie. Maluch w płacz, trzyma się kurczowo. Nie uciekajmy, nie wymykajmy się cichaczem, nie wyrywajmy się z jego rąk. Spokojnie, bez pośpiechu powtarzamy, że dziś musimy już iść ale wrócimy o tej i o tej porze (określonej oczywiście nie godziną). Jeśli przez kilka minut nasze zapewnienia nic nie dają, mówimy ostatni raz: teraz muszę wyjść, wrócę np. po obiedzie. I wychodzimy, tak by dziecko widziało. Pewnie trzeba je będzie „wyrwać” z objęć ale przynajmniej dziecko zostanie z poczuciem pewności, że nie będzie oszukane (do tej pory realizowaliśmy przecież swoje obietnice i nie „znikaliśmy” bez słowa). Słyszy jak mówimy, że musimy wyjść, widzi jak wychodzimy, to i pewnie będzie wiedziało, że o umówionej porze po nie wrócimy.

NIGDY NIE WYMYKAJMY SIĘ DZIECIOM. To być może oszczędza łez ale łzy nie są tak złe (z resztą najczęściej to my mamy większy z nimi problem niż dzieci) ale wzmacnia także poczucie niepewności u dziecka. Małemu/ej nie podoba się, że nie zostaniemy z nim ale przynajmniej może być w 100% pewny, że po niego/ą wrócimy.

Następnego dnia działa to tak samo. Z czasem maluch, który nawet wolałby zostać z nami, powinien spokojnie dać się zostawić w przedszkolu.

Dzieci, które bardzo płaczą mimo upływającego czasu, np. po 2 tygodniach wciąż rozpaczają przy rozstaniu a potem w przedszkolu są smutne i płaczliwe, wymagają głębszego przeanalizowania problemu – metody tutaj nie pomogą, problem trzeba znaleźć i go rozwiązać. Dzieci, które nadal płaczą ale już po chwili świetnie się bawią z rówieśnikami, najprawdopodobniej są bardziej wytrwałe w ćwiczeniu swoich rodziców 🙂 lub po prostu bardziej emocjonalnie reagują na rozstania.

Najważniejsze w tej metodzie jest utrzymanie u dziecka poczucia bezpieczeństwa i stopniowe, świadome wprowadzanie w nową sytuację. Dlatego tak ważne jest to by zachować spokój, nie oszukiwać dziecka, nie wymykać się, dotrzymywać danego słowa i dać mu trochę czasu na aklimatyzację. Powodzenia

Call Now Button