Nie da się 🙂
To oczywiście żart ale i czasami gorzka prawda.
Niestety, to jak odbieramy innych nie tylko zależy od nich ale i od nas samych. Czasami mówimy „o, ten to trafił w mój czuły punkt”. No właśnie niektóre „punkty” mamy po prostu „czułe” bardziej inne mniej. To nie koniecznie wina dziecka, że jedno jego słowo (które pewnie nawet za obraźliwe nie uważał) wyprowadziło nas z równowagi a inne (może nawet w jego mniemaniu, bardziej dotkliwe) nie zrobiło na nas wrażenia. Nasze czułe punkty „wyrastają” wraz z nami, tworzą się w toku naszych doświadczeń życiowych i nie mają nic wspólnego z naszym dorastającym dzieckiem.
Inną istotną rzeczą jest to, że nie zawsze warto „się powstrzymywać”, tzn. panować nad swoimi emocjami. Nie wolno nam oczywiście okazywać agresji ale np. smutek, łzy, zażenowanie … warto pokazać. To nie jest pokazanie naszej słabości (w większości tak myślimy) ale pokazanie jak działają wypowiedziane słowa. Dziecko ma nas za człowieka „ze skały”, którego nic nie wzruszy, nic nie złamie, nic nie zrani. Skąd ma w takim razie wiedzieć, że takich słów wypowiadać nie wolno, że mogą ranić?
Wybuch agresji, krzyki, poszturchiwania to ewidentna klęska. To nie nasze łzy ale utrata panowania nad sobą ukazują naszą słabość. Warto o tym pamiętać w czasach „awantur”. To pierwszy nasz motywator dla zachowania spokoju!
Drugim będzie myśl, którą już znamy z poprzedniego artykułu „i tak Cie kocham”. To jest nasze dziecko, jakkolwiek źle się nie zachowuje (jeśli tylko nie jest chore) robi tak bo mu na to kiedyś pozwoliliśmy. Najczęściej także nie wynika to z prawdziwej nienawiści tylko z frustracji, trudności w opanowaniu emocji, którym winne są przecież także hormony, właśnie w tym okresie najbardziej buzujące. Pamiętajmy tylko, że to nie może być wymówka dla „złego zachowania”. To możemy sobie myśleć ale nasze dziecko musi widzieć w nas całkowity sprzeciw dla takiego zachowania.
Trzecim motywatorem dla zachowania spokoju będzie myśl, że agresja rodzi agresję. Jeśli się nie powstrzymamy to jedyne co nam zostanie to zastraszenie, a chyba tej metody wobec naszych dzieci nie chcemy stosować.
Na czwarty, ostatni motywator trzeba trochę poczekać. Każda sytuacja, w której nasz spokój zadziała będzie nim. Takie momenty trzeba w swojej pamięci pielęgnować, to one będą miały największą siłę.
No dobrze, ale co jeśli się nie udaje, złość wybucha?
1. Zakończmy to jak szybko tylko się da. Możemy powiedzieć, wkurzasz mnie za bardzo, wrócimy do sprawy za godzinę/jutro – pamiętajmy, że słowa musimy dotrzymać i wrócić do rozpoczętej rozmowy, nawet jeśli mięlibyśmy tylko przyznać, że powód nie był jej wart. Możemy (jeśli nie uda nam się nic powiedzieć) po prostu odwrócić się na pięcie i szybko wyjść z pokoju. Po uspokojeniu się wrócić, wytłumaczyć co się stało i zacząć dyskusję na nowo, już na spokojnie.
2. Jeśli nie uda się w porę zatrzymać. Po wszystkim powinniśmy sprawę przemyśleć i wrócić do dziecka, przeprosić. Zaznaczając przy tym, że nikt nie powinien w taki sposób się do nikogo odnosić. I, uwaga! bez żadnego „ale”. Nie możemy powiedzieć, „wiesz co, poniosło mnie ale … Ty wyprowadziłeś mnie z równowagi”. Poniosło mnie i nie ma na to żadnego usprawiedliwienie. Może jedynie tyle, że „wypowiedziane przeze mnie słowa nie były prawdziwe, wcale tak nie myślę, padły bo wyprowadziłeś mnie z równowagi”.
3. Opanowanie emocji, jest niezwykle trudne. Może nie udać się ani za pierwszym razem ani za trzydziestym pierwszym ani za sto pierwszym. Dlatego nigdy nie należy się poddawać, codziennie zaczynać pracę nad swoimi emocjami na nowo, bo ….
* nie wolno nam być agresywnym wobec naszych dzieci
* agresja to zawsze objaw naszej słabości, tego że nie potrafimy poradzić sobie z własnymi emocjami – to nasz problem a nie naszych dzieci
* agresja zawsze rodzi agresje, jak my zaczniemy krzyczeć, one będą krzyczeć jeszcze głośniej
* w złości nie ma miejsca/przestrzeni na zrozumienie i porozumienie
* ona niczemu nie służy, to zawsze krok w tył.
powodzenia !

Call Now Button