Nasze nastoletnie dzieci czegoś nie robią najprawdopodobniej dla tego, że ich tego czegoś robić nie nauczyliśmy.
To ważne by na początku to właśnie sobie uświadomić. Wtedy patrzymy na nasze dziecko będące w końcu w „trudnym” wieku :), dużo spokojniej, jest w nas mniej pretensji a więcej wyrozumiałości.

Zacznij od pracy nad sobą. Musisz kochać dziecko bezwarunkowo, gdy jest miłe i gdy zachowuje się w sposób przez Ciebie nie akceptowalny. Ja w chwilach „awantur”, gdy moja nastoletnia córka rani mnie każdym słowem, mówię sobie w myślach „i tak cię kocham”. Spokój w opozycji do wybuchu emocji nastolatka jest kluczowy!
PAMIĘTAJMY! „i tak cię kocham” i SPOKÓJ.

Dalej jest jeszcze trudniej.
Nie chodzi o to by dzieci przejęły część obowiązków, by sprzątały łazienkę, wynosiły śmieci, odkładały rzeczy na miejsce. Chodzi o to by nauczyły się troski o innych, by chciały pomagać. Wtedy chętniej wezmą udział w domowych czynnościach i więcej sensu to będzie miało (nie o „pomoc domową” nam przecież chodzi).

Dzielenie obowiązków to także poczucie odpowiedzialności za dom, rodzinę. Poczucie wspólnoty, budowanie relacji, no i … zawsze dodatkowe chwile bycia razem. Moja córka przychodzi do domu po szkole, właściwie bez słowa idzie do pokoju i zamyka drzwi. Drugi raz widzę ją dopiero przy wspólnej kolacji. Gdybym jej nie nauczyła, że posiłki przygotowujemy razem i jemy razem, pewnie zobaczyłabym ją dopiero rano.

Zaczynamy:

  1. Musimy dać przykład. Jeśli rodzice wzajemnie nie są czuli na swoje potrzeby, niby skąd mają to uczucie znać dzieci. Namawiam do wspólnej pracy, to może być ciekawe małżeńskie doświadczenie. Jeśli nie ma takiej możliwości, i to się zdarza, pokażmy taką troskę wobec swojego dziecka właśnie. Jestem pewna, że taka troska już istnieje (pewnie jest nawet zbyt duża niż odwrotnie) ale „pokazanie” jej to zupełnie inna sprawa. Nie chodzi o wyręczanie ale o pomoc. Nie zbieramy za nim brudnych skarpetek po całym domu, tylko np. pomagamy wybrać krawat na randkę, przepytujemy przed klasówką, podwozimy do kina jak mu czasu zabrakło. Zawsze chętnie, z uśmiechem.
  2. Rozmowa. Trzeba dziecko poinformować, że coś się wydarzy nowego. Najlepiej by tę rozmowę przeprowadzić w gronie wszystkich domowników i nie mówić tylko do niej/niego ale do wszystkich. Ja usiadłam z mężem i dwiema córkami. Powiedzieliśmy, że jesteśmy rodziną, że bardzo się kochamy i to ważne byśmy trochę bardziej się „zauważali” i wspierali. Ja powiedziałam, że mam mnóstwo zajęć, że chciałabym mieć więcej czasu dla siebie i że nie chcę już robić w domu wszystkiego sama. Opowiedziałam co robię, jakie są na co dzień zadania i jakie „od święta”. Porozmawialiśmy o różnych możliwościach, np. wielki porządek raz w tygodniu czy codzienne małe „poprawki”. Podjęliśmy wspólnie decyzję (prawda jest taka, że dostosowaliśmy się do nastolatki) i pozwoliliśmy jej wybrać sobie swoje obowiązki. Może być przy tej rozmowie wiele krzyków, okazywania obojętności, „nie słuchania” i innego typu buntów nastolatka. Trzeba zachować zimną krew, mówić spokojnie i stanowczo, konsekwentnie realizować plan. Jeśli „nie słucha” nie przejmować się tym, mówić (jakoś dotrze, byle tylko nie założył/a słuchawek na uszy lub nie wyszedł/ła z pokoju – na to pozwolić nie można). Jeśli się sprzeciwia, można powiedzieć, że to my jesteśmy rodzicami i to my podejmujemy ostateczną decyzję (oczywiście przy rzetelnym wysłuchaniu argumentów wszystkich). Jeśli nie chce sobie wybrać zajęcia, my to zróbmy.
  3. Spiszmy ustalenia. Ja tego nie robiłam i zawsze były jakieś problemy, typu „a tego to nie mówiłaś, nie, na to się nie zgadzałam”.
  4. Na początek robimy instruktaż. Ale bardziej w formie wspólnej pracy niż pokazywaniu i egzekwowaniu. Nie jak mistrz i uczeń ale jak „koleżanka” z pracy wprowadzająca nową w obowiązki.
  5. Wprowadzamy obowiązki w życie. Jest totalny zakaz przypominania o nich. Gdy przychodzi np., umówiona sobota sprzątająca. Każdy robi swoje, nie oglądając się na innych. Jeśli dziecko nic nie zrobiło, umawiamy się na rozmowę następnego dnia i pytamy o co chodzi. Słuchamy uważnie i analizujemy problem, ew. go rozwiązujemy. Na koniec znów przypominamy o obowiązkach. Następnym razem znów nie przypominamy tylko robimy swoje. Gdy i tym razem dziecko nic nie zrobiło, następnego dnia rozmawiamy już o konsekwencjach takiego zachowania.
  6. Konsekwencje. Należy znów przypomnieć dziecku po co ta cała zmiana. Tym razem stanowczo jednak wyrazić swój brak zgody na takie zachowanie jakie do tej pory widzimy. Trzeba znaleźć konsekwencje, która ma najbliższy związek z brakiem pracy do jakiej dziecko było zobowiązane. Jeśli nie pomaga w sprzątaniu, możemy przestać np. prać jego rzeczy, kupować rzeczy dla niego (np. ulubione soki, przekąski, ubrania), podwozić do szkoły. Oczywiście na spokojnie. Konsekwencja powinna być dotkliwa (ale bez przesady) i wyegzekwowana. Jeśli będziemy dziecko tylko „straszyć” przestanie szanować nasze słowa i ustalenia. Jeśli sprząta ale nie dokładnie, na początku nie zwracajmy uwagi. Cieszmy się, że w ogóle regularnie coś robi. Po kilku takich razach możemy powtórzyć „instruktaż”. Nie chodźmy za dzieckiem i nie wytykajmy palcami co zrobiło źle. To może zupełnie zniechęcić. No i chwalmy za każdą najmniejszą rzecz jaka się wydarzy. Nastolatki to taki czas, że o taką okazję trudno, dlatego nie zaprzepaśćmy żadnej.

Co dalej?

To nastoletnie już dzieci, wszystko się zmienia bardzo wolno. Na jakiekolwiek rezultaty trzeba czekać tygodniami. Z czasem zapraszajmy dziecko do wspólnej pracy, np. wspólne pieczenie ciasta, mycie samochodu, pielenie ogródka. Będzie się buntowało, krzyczało, płakało, czuło „jak parobek”, „wykorzystywane”. Będziecie rodzicami „jakich nikt inny nie ma”, „bez serca”, „złymi”. Musicie zachować spokój i stosować metodę zdartej płyty, powtarzać polecenie do skutku, spokojnie ale stanowczo.

Będzie ciężko ale opłaca się.

Uwaga!

Nie wyręczamy dziecka. Jeśli syn zostawia rozrzucone po całym domu swoje rzeczy, nie sprzątamy tego. Jeśli po posiłku zostawi swój talerz i szklankę na stole także ją tam zostawiamy. Z czasem, nie będzie miał czystych ubrań, zobaczy że w sprzątniętym domu są porozrzucane tylko jego rzeczy, że rodzina zaproszona do domu widzi jego brudne skarpetki. Znacie opowieść o magicznych skarpetkach? Większość chłopców wierzy w magiczne skarpetki. One zawsze, jeśli tylko zostawią je brudne wciśnięte w fotel w salonie, znajdują się po kilku dniach czyste, pięknie ułożone we właściwej szufladzie.

Lepiej zostawić te rzeczy, narazić się na kilka tygodniu brudu i bałaganu w domu niż nerwowo, z krzykiem, kilka razy dziennie biegać za synem lub córką i przypominać o każdej źle odłożonej rzeczy. Jeśli nie mamy na tyle siły, zawsze możemy przeprowadzić rozmowę tak jak w przypadku reguł podziału domowych obowiązków, z czasem stosując „konsekwencje” (specjalnie nie nazywam tego karami).
I jeszcze jedno, nastolatek musi mieć też wolność.

Warto, np. odłączyć od reguł jego pokój (jeśli go ma). Niech tam będzie jak chce, sprząta bądź nie, to powinno być jego/jej królestwo lub sprząta tylko raz w tygodniu. Czasami w tym bałaganie rzeczy się niszczą. Jeśli ubrania będą leżały na podłodze, w nieładzie, prać będzie je trzeba częściej, szybciej się zniszczą. By często uszczuplonym budżecie domowym, takie zachowanie może być równoznaczne z marnotrawieniem pieniędzy. Dobrą konsekwencją w takiej sytuacji będzie wstrzymanie na pewien okres wszystkich zakupów.
SPOKÓJ, KONSEKWENCJA i wzajemne wsparcie – to nam pomoże.

Call Now Button