Płacz dziecka budzi w nas skrajne emocje, w zależności od kondycji rodziców (ich tolerancji/wytrzymałości), czujemy silny smutek, przygnębienie, lęk, poczucie winy, bezradność czy wręcz wściekłość. Bardzo trudno nam przejść obok tego faktu obojętnie.

Pracując z rodzicami, obserwując ich i przyglądając się własnym doświadczeniom (jestem matką dwóch córek) zastanawiałam się co w tym „problemie płaczącego dziecka” jest najważniejsze – co tak naprawdę blokuje nas w efektywnym poradzeniu sobie z nim. I pomyślałam, że wszystkiemu jest winny, mocno emocjonalnie naładowany, schemat myślowy „płacz = problem więc trzeba go szybko zakończyć”.

Postanowiłam podjąć próbę zmierzenia się ze schematem. Mój pomysł „poradź sobie najpierw ze sobą a dziecku się samo poprawi :)”.

Na płacz reagujemy instynktownie i zawsze z celem zakończenia go. Często mówimy: przestań płakać, przestań się mazać, uspokój się bo nic nie rozumiem i nie wiem o co Ci chodzi, weź się w garść – tak to niczego nie załatwisz, przestań się mazać, płaczą tylko małe dzieci, bądź mądry, bądź dorosły, mężczyźni nie płaczą, nikt nie lubi takich mazgajów,  … właściwie lista nie ma końca i mimo, że czasami nawet udaje nam się zapytać co się stało lub przytulić malucha, zawsze, i tak chwilę po, staramy się go uspokoić i płacz uciszyć.

A co jeśli zmienimy podejście. Przeformułujemy schemat na „płacz = informacja”. Zaakceptujmy łzy jako naturalną emocję obecną w naszym codziennym życiu. Taką, która jest, była i będzie. Ludzie płaczą, płakali i płakać będą. Pomyślmy o tym jak o czymś zupełnie naturalny, zaakceptujmy, zgódźmy się na to, ba .. nawet polubmy. Płacz pozwala nam uzewnętrznić nasz stan, pokazać coś otoczeniu, poprosić o pomoc, wsparcie lub obecność. Pozwala nam także na „upust” smutku, który w nas jest. Czasami po prostu „trzeba się wypłakać” by było nam lżej, by móc potem stawić czoła problemowi. To sygnał, że żyjemy, czujemy, uczestniczymy.

I teraz wróćmy do dzieci. Maluch płacze, czasami coś nam tym mówi, a czasami płacze tylko sobie. Nie zawsze naszą rolą jest zidentyfikowanie problemu i załatwienie go. My mamy być przy naszych dzieciach, pokazywać sobą, że jesteśmy tuż obok i mogą na nas liczyć. Przytulić, okazać akceptację (dla łez) i tyle. Pozwolić by samo poczuło czego mu potrzeba i mogło o tę pomoc poprosić.

Akceptacja dla emocji jest ważną nauką na ich dorosłe życie. Po pierwsze dlatego, że nie będą ich tłumić co zapobiegnie nawarstwianiu się i niekontrolowanym wybuchom. Po drugie dlatego, że emocje to ważny sygnał dla nas samych. Czy coś nas smuci, raduje czy budzi lęk. Bez tych informacji nie będziemy w stanie dokonywać właściwych wyborów. Po trzecie nie pozwolimy by nikt inny nam wmawiał co czujemy, co jest dla nas dobre a co złe. To zapobiega np. wchodzeniu (i trwaniu) w toksyczne związki. Po czwarte da nam poczucie, że jesteśmy ważni, że mamy swoje prawa i miejsce na ziemi. To gwarantuje w przyszłości utrzymanie postawy asertywnej, takiej która chroni nas i dba o nasze potrzeby przy jednoczesnym poszanowaniu i akceptacji potrzeb innych. A to wielki krok na drodze do tworzenia satysfakcjonujących relacji i poczucia szczęścia w życiu.

Dlaczego to ważne by dziecko poczuło czego mu potrzeba i samo zwróciło się o pomoc? Prawda, często podświadomie zaprzeczana przez rodziców, jest taka, że tylko dziecko wie czego mu tak naprawdę potrzeba. Mimo całej swojej rodzicielskiej mądrości, miłości i troski nie mamy pojęcia co jest na dany moment najlepsze dla naszego malucha. Możemy się domyślać ale pewności nie mamy. Znam taki świetny dowcip ilustrujący nasze rodzicielskie poczynania: Jaś bawi się na podwórku z innymi dziećmi. W pewnej chwili słyszy wołanie mamy, podbiega do bloku, widzi ją w oknie i pyta „co mamo, zimno mi czy jeść mi się chce?”. Dlatego warto jest pozwolić dzieciom na samodzielność w tym temacie. Jeśli zawsze sami będziemy zgadywali czego potrzebują, (pomijając fakt, że najnormalniej czasami możemy się mylić) przestaną swoich potrzeb słuchać, zawsze będą skazani na innych, którzy im bardzo precyzyjnie wyjaśnią czego im potrzeba (cały przemysł reklamowy korzysta z sukcesem z tego błędu rodziców). Co więcej, przestaną naturalnie się swoim potrzebom przysłuchiwać, co uniemożliwi im podejmowanie właściwych dla siebie wyborów, prowadzić satysfakcjonujące życie. A na końcu zbudujemy dorosłego uzależnionego od innych bez poczucia własnej odrębności i poczucia możliwości sprawczych swojej osoby.

Rodzicom życzę spokojnej akceptacji dla wszystkich emocji, dania im szanowanego miejsca w ich świecie i świecie ich dzieci. Pozwólmy maluchom je poczuć, zorientować się w potrzebach i o ew. pomoc samodzielnie poprosić. Wszystko zwróci się w postaci uśmiechu na ich twarzach w dorosłym życiu.

Call Now Button