Agresja małego dziecka jest trzecim po „nie chce spać” i „nie chce jeść” tematem z jakim zgłaszają się do mnie rodzice. Przeraża, nie wiadomo jak na nią zareagować, potem złości i nas samych prowadzi do agresji. Ups. koło się zamknęło. To najczęstszy schemat, dlatego pracę zaczynam od „oswojenia” dziecięcych zachowań. Oczywiście oswoić muszą się rodzice.

Dzieci są ludźmi! Przepraszam za tę oczywistość, ale okazuje się, że wbrew pozorom to sformułowanie aż tak oczywiste nie jest. Dorośli się złoszczą, krzyczą, przeklinają, walą pięścią w stół, czasem rzucą talerzem czy długopisem. Dlaczego dzieci miałby tego nie robić? Co więcej, bardziej prawdopodobne, że to wcześniej im „puszczą nerwy” niż nam. Ale po kolei.

Emocje są ok, skoro przetrwały do dziś, pewnie pełnią jakąś istotną funkcję. O ile wiemy po co nam radość o tyle trudniej przychodzi nam docenić smutek, złość czy strach. Strach chroni nas przed decyzjami nam potencjalnie zagrażającymi. Smutek pozwala się zatrzymać i przemyśleć strategie . Złość daje energię, z resztą podobnie jak radość. Różnica jest pewnie tylko w kierunku działania obu emocji. Radość mówi „idź w to” a złość „zastopuj”.
Emocje są informacją. Jeśli się czegoś boimy, sprawdźmy czy to co się dzieje jest dla nas bezpieczne. Jeśli coś nas złości, sprawdźmy czy ktoś nie naruszył naszych granic (obraził, podważył kompetencje). Złość jest też czasami reakcją na stłumiony wcześniej smutek. Gdy, z jakiś powodów, nie potrafimy się smucić lub gdy ten smutek stłumiliśmy (bo np. nie wypada, bo to oznacza słabość, bo się zupełnie rozkleję itp.) może z czasem przerodzić się w złość.

Podsumowując i powtarzając zdanie z początku akapitu „emocje są ok”.
Przeżywanie ich jest także ok i, co więcej, jest warunkiem koniecznym (zatrzymywanie, niezauważanie, odłączanie ich prowadzi tylko do dalszych komplikacji). I tak, mocno upraszczając, gdybyśmy zauważali emocje, przyjmowali je takimi jakimi są i je przeżywali, nie byłoby problemów.
Jak mogłoby to wyglądać w praktyce? Zaraz napiszę, zatrzymam się tylko na chwilę, dorzucając jeszcze jeden element – neurobiologię.

Mamy „trzy mózgi” (znów duże uproszczenie): pień mózgu, układ limbiczny i korę nową. W pniu mózgu mamy instynkt, w układzie limbicznym – emocje a w korze nowej – rozum. Kora nowa jest najpóźniej rozwijającą się częścią mózgu. Jej budowa trwa do ok. 20 r.ż. Żeby czuć potrzebę przetrwania, wystarczy pień mózgu, żeby doznawać emocji wystarczy układ limbiczny, ale żeby móc świadomie tym zarządzać potrzebujemy kory nowej. Jeśli nie mamy jej rozwiniętej lub gdy nie mamy z nią kontaktu, emocje przejmują kontrolę. To taki stan, w którym „nie jesteśmy sobą”. Nie bardzo wiemy co się dzieje, słowa same wypływają z naszych ust a ręce układają się w gesty bez „naszego udziału”.

Teraz możemy wrócić do pytania: jak w praktyce przyjmować emocje takimi jakie są by nie siały spustoszenia w naszym życiu.
Czucia emocji trzeba się nauczyć. Po latach edukacji szkolnej wiemy już, że złość jest zła a łzy wstydliwe, co świetnie nauczyło nas je tłumić. Teraz musimy się tego oduczyć. Artykuł jest o złości, więc tym przykładem się zajmiemy. Jest krótka chwila pomiędzy uczuciem złości a reakcją na nią. Trzeba ją wychwycić. Można zaobserwować reakcje w ciele, które (ewolucyjnie) przygotowuje się do walki. Zwiększa się ciśnienie krwi, mocniej bije serce, napinają się mięśnie. Cała energia idzie w zbudowanie siły (do walki lub ucieczki), tym samym odbierając ją mózgowi. Kręci nam się w głowie, robi się ciemno przed oczami, „przestajemy myśleć”. Ciało jest gotowe do działania a mózg wyłączony po to by za tym ciałem podążać. Jak łatwo się domyśleć, w dzisiejszych czasach taka reakcja na emocje już nie jest funkcjonalna. Rzadko zagraża nam coś tak, że musimy walczyć lub uciekać. Dziś energia złości raczej przyda nam się bardziej do stanowczego postawienia granic, wprowadzenia jakiś zmian w życiu lub znalezienia rozwiązania aktualnego problemu. Ale do tego przydałby się rozum, czyli połączenie z korą nową. Do tego wystarczy jakieś mentalne zadanie, np. nazwanie pojawiającej się emocji. Działa to tak, przykład: czuję jak krew „uderza” mi do głowy a mięśnie napinają, zauważam to i mówię do siebie „oho, idzie złość”. Już samo przekierowanie uwagi na siebie uwalnia trochę energii i pozwala spojrzeć na sytuację z dystansu a nazwanie emocji, łączy układ emocji z układem rozumowania. Teraz możemy reakcję wybrać. Wciąż możemy wybrać zachowanie agresywne, ale możemy także sformułować zdanie, które świetnie obroni nasze granice a agresją już nie będzie. Stajemy się wolni i decydujemy sami o sobie!

Wróćmy do dzieci. One tak samo przeżywają przekroczenie ich granic lub brak zaspokojenia potrzeb.
1. Gdy potrzebą dziecka będzie zabawa Twoją komórką i poznawanie jej reakcji na uderzanie o podłogę a Ty zaspokojenie tej potrzeby mu zabierzesz, poczuje złość. To bardzo wesprze je w dorosłym życiu. Tę reakcję chcemy wspierać by później mogło się uchronić np. przed mobbingiem w pracy lub niesymetryczną relacją w związku. Z tak powstającej złości się cieszymy.
2. Jak już wiemy z tekstu powyżej, dziecko nie ma rozwiniętej tej części mózgu, która pozwoliłaby efektywnie tą emocją zarządzić. Tutaj rodzic przychodzi na ratunek. Twoim zadaniem jest:
• powstrzymanie nieprzystosowawczej reakcji na nią (np. bicia innych, siebie, rzucania zabawkami itp.)
• pomoc dziecku w rozpoznaniu emocji
• docenieniu jej
• nazwaniu i wyborze reakcji na nią
Mogłoby to wyglądać tak:
Przytrzymuję nogę, która chce mnie kopnąć i mówię „widzę, że bardzo Cię zezłościło to, że zabrałam komórkę i to jest ok, jednak kopać innych nie wolno, przestań”. Samo zwrócenie się ku dziecku, ciepło naszej reakcji powinno nieco uspokoić malucha. Potem możemy spróbować porozmawiać z nim o tym co się stało. Oczywiście dostosowując się do wieku dziecka. Ważne by potraktować potrzeby dziecka poważnie, pochylić się nad nimi i nimi się przejąć, np. „Rozumiem, że zabawa komórką jest dla Ciebie fajna. Komórka jest mi potrzebna, dzięki niej mogę porozmawiać z babcią i umówić wizytę u lekarza. Jak ją popsujesz, będzie problem. Możesz ją potrzymać, pooglądać, ale nie możesz nią uderzać ani naciskać przycisków, ok? Teraz Ci ją dam i pokarzę jak bezpiecznie się nią bawić”
Mówię spokojnie, bo rozumiem, co się dzieje z moim dzieckiem (jego potrzeba została nie zaspokojona) i już mnie to nie przeraża (coś z moim dzieckiem jest nie tak) i frustruje (agresja nie jest wymierzona we mnie).
Wiem też, że dziecko jest małe i dopiero uczy się życia. Do tego ma jeszcze nie w pełni rozwinięty mózg, dlatego nie spodziewam się szybkich efektów mojego działania. To na czym się skupiam to na powstrzymaniu reakcji niepożądanych, akceptowaniu emocji, nazywaniu ich i szukaniu reakcji pożądanych. I tak w nieskończoność. Rodzice mnie pytają, ile razy trzeba przejść tę drogę by dziecko np. nie otwierało szuflady z dokumentami. Odpowiadam, jednym wystarczy raz, innym i 100 może nie wystarczyć. Zawsze można szafkę zamknąć a komórkę zabrać z widoku. Pamiętajmy tylko, że maluch tak poznaje świat co jest jego drogą rozwoju. Nie zabraniajmy mu więcej niż to konieczne.
Jest jeszcze jedna wartości takiej drogi. To budowanie ciepłej i wspierającej relacji z dzieckiem. Nasza uważność, branie jego potrzeb pod uwagę, szacunek dla nich, jest czymś niezwykle ważnym. Tak zbudowana relacja będzie Was wspierać w przyszłości. Relacja zbudowana na wzajemnym szacunku, buduje poczucie bezpieczeństwa i zaufanie. Rodzic z takiej relacji będzie bardziej słuchany, będzie miał większy wpływ na swoje dziecko w przyszłości.

Call Now Button