Co to za składnia „on/ona się nie słucha”? Zastanawialiście się kiedyś nad tym? Dziecko nie słucha mnie, Ciebie, jej, jego a nie tak po prostu „się nie słucha”. Nie powinniśmy generalizować bo to przenosi winę na dziecko a prawda jest taka (z wyjątkiem konkretnych i dość rzadkich przypadków), że najczęściej to my powinniśmy się zmienić. Takie mówienie powoduje także, że zamiast skoncentrować się na sobie, na prawdziwej przyczynie problemu, skupiamy się na dziecku i wyszukujemy metod na jeszcze lepsze egzekwowanie od niego swoich poleceń (głośniej, bardziej stanowczo, więcej kar). A zacząć należy od zupełnie innej strony.

1.Często przypatrujemy się dziecku z pozycji naszych oczekiwań. Czy jest otwarte, energiczne, odważne, kreatywne, śmiałe itp. przykładów można mnożyć. Zanim poznamy dziecko, już mamy w głowie jego wymyśloną wersję. I nie ma się co winić o to, tak żyjemy, takie są czasy, nas też tak wychowywano. Wydaje nam się, że jest zbiór cech, które powinno posiadać dziecko by w życiu „osiągać”. Zapominamy, że nie każdemu „osiąganie” daje szczęście (raczej nie często się do zdarza), że ludzie o różnych cechach charakteru mogą być szczęśliwi i czuć się spełnieni.

W zamian proponuję poznać swoje dziecko. Przyglądać się mu z ciekawością, ciekawością z jaką odkrywamy nieznane tereny, z jaką przyglądamy się wynalazkom, poznajemy nowe teorie otaczającego nas świata. Prawdziwa ciekawość nie zna założeń ani oceny, nie poucza, nie wyręcza, jest cierpliwa. Polecam takie ćwiczenie: bawimy się z dzieckiem przez godzinę w zabawę, wymyśloną i wybraną przez nie. Jesteśmy bardzo uważni, staramy się raczej „podążać” za dzieckiem niż je w tej zabawie „wyprzedzać”. Wsłuchujemy się w to co mówi, jak mówi, jakie ma emocje, czego od nas oczekuje. Nie co byłoby teraz, wg. nas ciekawe, pouczające, zabawne. Tym razem z pełną ciekawością, akceptacją i zaufaniem, wchodzimy w jego/jej wybory. Tego typu spędzanie czasu z dzieckiem pozwoli nam je lepiej poznać, nabrać zaufania do jej/jego wyborów i doświadczyć tego jak bardzo „jej/jego” świat jest ciekawy i pouczający dla nas.

2. Jedność rodziców, dziadków i opiekunów. To oczywiście niezwykle trudne by wszyscy, którzy są najbliżej dziecka mówili „jednym głosem”, czasem może też się okazać zubażające. Niemniej jednak warto porozumieć się co do podstawowych zasad. Nie chodzi też o to by się ich sztywno trzymać ale żeby choć w jakimś stopniu dawały spójny obraz świata dziecku. Na przykład: temat słodyczy. Są rodzice, którzy są dość restrykcyjni w tym zakresie. Jeśli mają umowę z dzieckiem, że jedzą je tylko w weekendy to niech dziadkowie, którzy codziennie odbierają malucha z przedszkola, tę decyzję uszanują. Jak raz dadzą nic się nie stanie, ale jak będą robić to notorycznie, dziecko się zagubi. Jeśli mama mówi, że nie można oglądać filmów nie dedykowanych dzieciom, niech tata to uszanuje lub niech omówią tę kwestię wcześniej tak by ich decyzja była spójna. Żyjemy w ciężkich czasach, pośpiech, brak czasu nie sprzyjają w codziennych kontaktach. Małżonkowie powinni znaleźć chwilę czasu by porozmawiać o tym co jest dla nich ważne, jakie cechy chcą pielęgnować w dziecku, jakie zdanie maja co do wielkości pola swobodnego działania dla dziecka, w jakich wartościach chcą je wychowywać itp. Rodzina i bliscy powinni przekazywać dziecku w miarę spójny obraz świata, być dla niego wsparciem w tej ciągłej nawałnicy różnorodności. Jeśli najbliżsi wydają nie spójne komunikaty, dziecko nie wie jak się ma ostatecznie zachować, co jest dobre a co złe. Poza tym dzieci są bardzo mądre i jeśli kochają słodycze, wykorzystają tę różnice zdań, będą „rozgrywać” decyzję pomiędzy rodzicami, dziadkami. I to nie będzie jego wina, nie należy wtedy jej/jego ganić tylko siebie raczej przywołać do porządku.

3. Często słyszymy jak ważne jest to by rozmawiać z dzieckiem. Szczególnie jest to ważne by je poznać, by mu towarzyszyć, by je wspierać. I często tak jest, rozmawiamy, wypytujemy jak było w przedszkolu, co myślą o lecie i czy chcą się uczyć jeździć na rowerze. Pytanie jak często rozmawiamy z dzieckiem o naszych zasadach, które potem egzekwujemy.

Wpadają do  mnie znajomi z dziećmi na grilla. Maluchy energia roznosi. Biegają, krzyczą, szaleją aż w uszach dudni. Rodzice co jakiś czas pokrzykują na chłopców groźnie, co raz strasząc jakąś karą lub inną konsekwencją braku posłuchu. Pokrzykują, nawet klapsa dadzą ale za chwilę znów wracają do swoich zajęć. Dzieci w związku z tym także. Zastanawiam się czy to w ogóle sensowne jest by od 4-8 letnich chłopców wymagać by w ciszy siedzieli grzecznie przez cały dzień przy grillu na dworze. Ale pomińmy tę kwestię. Pytanie dlaczego myślimy, ze wolno nam bezmyślnie krzyczeć na drugiego człowieka. „Kuba, przestań tak piszczeć do cholery bo mi uszy pękają, jak zaraz nie przestaniesz, o bajce zapomnij”. Maluch nie reaguje (prawdopodobnie nauczony doświadczeniem, że tata pokrzyczy, pokrzyczy i zapomni). Tata, świetnie się nadal bawi, jakby dał upust swoim nerwom, pokrzyczał, przeszło mu i dobrze. Starczyło na kilkanaście minut i tata znów postanowił trochę rozładować swoje emocje. Syn i tym razem nic sobie z tego nie robił …. i słusznie, tatusiowi „zeszło powietrze” i mógł spokojnie wrócić do swojego piwa.

Szanowni Państwo, jeśli już karcicie własne dziecko to dopilnujcie by potraktowało was poważnie, wyegzekwujcie swoją prośbę. Jeśli nie zamierzacie tego zrobić, karcenie sobie odpuście. Ono służy tylko Wam a dziecko dostaje porcję niedobrych emocji, zupełnie nie potrzebnie.

Pod wieczór zrobiło się zimno, przenieśliśmy się do domu. Sama mam dzieci, więc pokój z zabawkami był przygotowany. Jednak dzieci postanowiły rozszerzyć pole własnych działań. Wpadły do sypialni, potem do garderoby, ochoczo przewracając przedmioty. I znów dosłały reprymendę. Znów z resztą równie nie skuteczną. Tym razem chodzi mi jednak o co innego. Pytanie ilu z nas przed wyjściem „w gości” porozmawiało z dziećmi o tym jak tam należy się zachować i dlaczego właśnie tak. Czym jest cudza własność, co się dzieje jak nie jesteśmy „u siebie” …

Szanowni Państwo, jeśli idziecie z dziećmi w nowe miejsce, porozmawiajcie z nim z czym to się wiąże. Pamiętajmy tylko by na pouczeniach i zakazach nie kończyć. Ważne jest by maluch rozumiał skąd takie a nie inne zasady, dlaczego są one tak ważne. I tak naprawdę nie chodzi tylko o odwiedziny nowych miejsc ale i o to by zanim zaczniemy czegoś wymagać, najpierw o tym dziecko poinformujmy. Dla niego/niej ten świat jest nowy, nie ma szans żeby mały człowiek, który doświadczeń zbyt wiele jeszcze nie ma, mógł się wszystkiego domyśleć.

4.Ostatni punkt to konsekwencja. Nie wiem jak Państwo sobie z tym radzicie ale ja ćwiczę się w tym nieustannie. Nie jest to łatwe ale kilka sposobów mam.

  1. Korzystajmy z wsparcia. Jeśli małżonkowie mają ze sobą ustalone zasady wychowania, mogą być dla sienie niezwykłym wsparciem. Tata może poprzeć mamę i odwrotnie, dziecko postawione wobec tak zjednoczonej rodzinie, podda się dużo szybciej. Jeśli mamę poniosą nerwy, może odsunąć się na chwilę i przekazać pałeczkę w danej trudnej sytuacji, mężowi. Jeśli tacie zabraknie sił, ze wsparciem i motywację może przyjść żona.
  2. Nie poddajemy się, jeśli jednego dnia nam nie wyszło, następnego próbujemy od nowa.
  3. Jeśli raz się  uda, rozmawiajmy o tym, cieszmy się tym sukcesem, jego wspomnienie będzie dla nas doskonałą motywacją.
  4. Stawiajmy sobie osiągalne cele (np. dziś nie dam się wyprowadzić z równowagi lub przez ten tydzień przypilnuje mycia zębów), nie wszystko naraz. Jak się nie uda, zastanówmy się chwilę co nam przeszkodziło i co następnym razem może pomóc.
  5. Uświadommy sobie, że dzieci nie są naszą własnością, każde z nich to oddzielny człowiek ze wszystkimi należnymi mu prawami. I tak jak na naszego sąsiada i panią w sklepie nie można nam tak po prostu „pokrzykiwać”, nie wolno nam też na nasze dziecko.

I na koniec: to my, naszym zachowaniem sprawiamy, że dziecko nas nie słucha dlatego szukajmy rozwiązań w sobie a nie w dziecku.

Call Now Button