Najpierw należy się zastanowić czy nam to naprawdę przeszkadza. Takie poranne dosypianie całą rodzinką ma swój urok. Jednak istnieje pewne niebezpieczeństwo. Dzieci potrafią w ten sposób wymusić na nas wspólne spanie. Przychodzą z każdym tygodniem coraz wcześniej. Ale i to nie musi nam przecież wcane przeszkadzać.

Następnie zastanowić się czy wystarczająco dużo czasu spędzamy z dzieckiem a raczej, czy jest to czas efektywny (wiemy, że tu nie o ilość a o jakość chodzi). Czasami dzieci przychodzą do naszego łóżka bo są spragnieni naszej czułości, obecności. Zawsze poranne przytulanki, można zastąpić wieczornymi.

Metoda jest prosta:

Za każdym razem jak dziecko do nas przychodzi, budzimy się i odprowadzamy je do łóżka mówiąc, że jeszcze jest noc i trzeba spać. Gdy znów wraca, robimy dokładnie to samo.
Gdy dziecko naprawdę nie chce już spać, i mimo, że widzimy jak jest śpiące, ostro protestuje (a jest już np. po 5), wstajemy razem z nim. Niestety, innego sposobu nie ma. Jeśli jest to tylko dziecka manewr, żeby nas nakłonić do wspólnego dosypiania, szybko zorientuje się, że to nie działa bo „jeśli wstaje to wstaje”. Z czasem przestanie przychodzić rano, spokojnie dośpi w swoim łóżku.
Gdy maluch wstaje rano naprawdę wyspany i gotowy do nowych wyzwań, staramy się przesunąć wieczorną porę zasypiania. Jednak nigdy nie później niż do 22. Sen późnowieczorny jest najefektywniejszy dla małego dziecka. Jeśli dziecko jest małe i dosypia w ciągu dnia drzemkami, możemy spróbować jedną skrócić lub ją w ogóle wyeliminować.

Uwaga!
Ważna jest konsekwencja. Jeśli raz się złamiemy, możemy mieć powrót do starych zwyczajów.

Call Now Button